Czego w Nepalu nie lubię.

Czego w Nepalu nie lubię.

o25/11/2021
Tagi: #Nepal , #Podróże

Czego w Nepalu nie lubię.
Jako reprezentantka biura organizującego wyjazdy do Nepalu i ta, która poślubiła Nepalczyka może powinnam pisać o Nepalu tylko dobrze. Najlepiej byłoby przemilczeć to co niefajne by nikogo nie zniechęcać a na niewygodne pytania odpowiadać jakoś wymijajaco. Jasne … ;)
Oczywiście, że napiszę czego nie lubię. Po pierwsze dlatego, że oczywiste jest, że w przyrodzie musi być równowaga a ideały nie istnieją i chyba nikt nie jest tak naiwny by myśleć, że w Nepalu akurat to wszystko jest super. Po drugie – jak wiemy z czym się mierzymy możemy to poznać i zdecydować jak chcemy się do tego ustosunkować. Nie będzie niemiłych zaskoczeń.

Tutaj znowu będzie subiektywna lista, choć tym razem zapytałam o opinię również męża i kilku Nepalczyków, 3 punkty z poniższych powtarzały się u każdego. Nie wszystko o czym wspomnę to coś bardzo uporczywego, wybitnie złego, ale coś co na pewno, przynajmniej według mnie, nie mogłoby się znaleźć na TOP 10 najlepszych rzeczy w Nepalu ;)

 

1. Kurz i pył.
Szczególnie w stolicy Nepalu, Katmandu, wszechobecny jest kurz/pył. Pochodzi on z dróg, które nie są utwardzone, tzn. nie są utwardzone asfaltem/kostką i podobnym mocnym materiałem. Kurz ten jest obecny w powietrzu, na produktach, półkach sklepowych, roślinach, generalnie wszędzie na zewnątrz. Aktualnie, jak wszyscy wiemy, obowiązek noszenia maseczek wynika z wciąż trwającej pandemii COVID, maski w Katmandu i w ogóle w wielu miejscach Nepalu w pobliżu dróg nosiło się już dawno przed pandemią. Po to, by chronić drogi oddechowe przed pyłem. Z pozytywnych aspektów muszę przyznać, że jest niewielki progres w tym zakresie. Pamiętam jak kilka lat temu po spacerowaniu cały dzień ulicami Katmandu czułam, że ten pył mam na całym ciele a koszulka, którą prałam tego samego dnia zamieniła wodę w lekkie błotko…W tym roku na szczęście nie było już tak źle. Zdarzało nam się zdejmować maski w aucie i jakoś to było…, pyłu na ciele było również jakby mniej...myślę, że ma to również związek z pogodą. Przy temperaturach około 20-24 stopni sytuację łatwiej opanować, jak jest cieplej, robi się trudniej. Podsumowując – trzeba być przygotowanym na to, że po całym dniu spędzonym na przemierzaniu ulic Katmandu gardło może trochę drapać a Ty na pewno nie będziesz czuć się świeżo :/

 

 

2. Drogi.
Zainicjowałam wątek już wyżej, bo ma związek też z pyłem, a teraz dokładniejszy komentarz. Drogi w Nepalu to jest jakieś nieporozumienie. Jeśli w ogóle są, to bardzo często są bardzo słabej jakości. Problem z drogami jest w stolicy kraju, na prowincji i generalnie w całym Nepalu. Dodatkowo, ze względu na ukształtowanie geograficzne kraju, drogi często są kręte i w niektórych miejscach po prostu niebezpieczne. Z plusów, Nepal cały czas stara się usprawniać transport drogowy budując nowe odcinki, jak np. ten pomiędzy Pokharą a Dhampus, który bardzo mnie w tym roku zaskoczył, albo poprawiając istniejące, ale trwa to bardzo długo i opornie. W większości miejsc w kraju jest to jednak wciąż wielka porażka. Dając Wam wyobrażenie – pokonanie jednej z głównych dróg w kraju na odcinku Katmandu – Pokhara, dystans około 200 kilometrów zajmuje jakieś 7-8 h! Średnia prędkość to jakieś 25km/h! Dla pocieszenia – przepiękne widoki często wynagradzają trudy podróży, ale czasem to za mało by nie czuć frustracji. Szukając pozytywów dodam, że ta niewielka prędkość zmniejsza również ryzyko wypadków drogowych a nepalscy kierowcy (Ci profesjonalni) są naprawdę dobrzy. Reasumując, bierzcie poduszkę pod pupę i ruszajcie! Ewentualnie jak możecie – wybierajcie samolot.

 


 

 

3. Ruch uliczny.
Dalej wokół tej samej grupy tematów, ale nie da się nie wymienić. Tu jednak trochę z przymrużeniem oka. Nazwijmy to „zig zag drive” + „wiozę co chcę”. Zasady ruchu ulicznego są takie, jakby nie było zasad. One istnieją, ale większość jest nieprzestrzegana i trudno się zorientować o co chodzi i jak to w ogóle funkcjonuje. Dodatkową komplikacją dla większości z nas jest fakt, że w Nepalu ruch jest lewostronny. W tym pomieszaniu ruchu lewostronnego i wielkiego chaosu bez zasad można ruch uliczny opisać jako „jazda bez trzymanki”. Moja rada – najlepiej włączyć od razu luz i zaufać, że nic się nie wydarzy. Po co się stresować….Dla pocieszenia powiem, że przy tej niewielkiej średniej prędkości wypadków w mieście nie jest dużo. Najczęściej są to jedynie otarcia (przed wizytą w Nepalu nie wiedziałam, że tak dobrze można wykorzystać 5 wolnych centymetrów!). Ciekawe w kwestii bezpieczeństwa jest to, że w wielu miejscach w Nepalu jest tzw. Kontrola ruchu, zjawisko co najmniej ciekawe…Na wybranym odcinku jezdni policja dokonuje mocnego zwężenia i …pilnuje ruchu. Zdarza się, że trzeba się wylegitymować. Wieczorami natomiast popularne są blokady na jezdniach również ustawione przez policję i każdy przejeżdżający jest kontrolowany na obecność alkoholu w wydychanym powietrzu. Niech Was nie zdziwi również, że jadąc motorem można mieć 3-ech psażerów, wieźć w ręce wypełnioną po brzegi dużą walizkę na kółkach, czy też trzymać na kolanach….kozę. Tak, tak, to Nepal :)

 

 

4. Korupcja.
To zdecydowanie jest niefajny temat. Korupcja niestety obecna jest powszechnie. W urzędach, życiu publicznym, biznesie, szczególnie gdy trzeba coś formalnie załatwić nagle pojawia się jakiś problem i wiadomo od razu o co chodzi i jak można go rozwiązać... Jest bardzo obecna w życiu politycznym, ale tego tematu wolę nie zaczynać. Wierzcie lub nie, ale nawet nasze małżeństwo, które zawarliśmy w maju 2014r w Nepalu było skorumpowane! Od początku było to dla mnie niepoważne i niedorzeczne, nie rozumiałam o co chodzi urzędnikowi, przecież mieliśmy z mężem wszystkie potrzebne dokumenty, a jednak… Długi czas oczekiwana i kolejne kwity do wypełnienia, które rosły jak grzyby po deszczu były oczekiwaniem na wiadomo co…Smutne, śmieszne, frustrujące, ale niestety prawdziwie. Aby pokazać Wam poziom niedorzeczności wklejam zdjęcie, na którym Nima sam w urzędzie wypełnia nasze dokumenty zawarcia małżeństwa mimo, że powinien to zrobić urzędnik, ale mu się nie chciało.
I ostatnie, już bardzo indywidualne i personalne

 



5. Podejście do mięsa.
Jako osoba nie jedząca mięsa od prawie 2-óch lat mam pewien kłopot ze sposobem w jaki to mięso w Nepalu jest eksponowane, jak również z rytualnym zabijaniem zwierząt.
To pierwsze to niby nic takiego, myślę, że część osób na pewno nie będzie czułą tego co ja, ale dla mnie niekomfortowe. Piszę mianowicie o wystawianiu na blatach/stołach sklepów, wprost przy ulicy, mięsa niedawno zabitych zwierząt, często jeszcze niemal „ciepłych”, surowych tak jak można sobie wyobrazić. Często na wstępie widać całą głowę woła/kozy, a zaraz obok inne poszczególne części ciała zwierzęcia. Dodatkowo sprzedawcy bardzo często trzymają w sklepiku też żywe zwierzęta (najczęściej drób: kury, kaczki, gęsi, bażanty), które w każdej chwili na życzenie klienta mogą zabić. Wiem, że to dla wielu z Was zapewne nic takiego i to szanuję, ale dla mnie to niemiłe doświadczenie.
Druga sprawa w tym kontekście, z którą mam problem to rytualny ubój zwierząt w trakcie festiwalu. Widziałam na szczęście to tylko raz i bardzo chciałabym odzobaczyć. Wiem oczywiście, że to element kultury i tradycji, ale dla mnie osobiście to również trudne doświadczenie widzieć mnóstwo zabitych zwierząt i ich krwi wokół. Oczywiście szanuję tę tradycję, ale osobiście jak widzicie wspominam o tym w sekcji „nie lubię”.

 

 

Tyle.
Świat nie jest jednorożcem na kolorowej tęczy obwieszonej światełkami (jak to mówią moje dzieci). Naszym celem jako Meroway jest dostarczać klientom wyjątkowych doświadczeń, ale również pokazywać kraj jaki jest, z jego niedoskonałościami i różnymi tradycjami bliskimi naszemu sercu i przeciwnie. Mimo, że sam wpis nie jest z kategorii miłych i pewnie nie nastroił Was na wskoczenie pod kocyk z gorącą czekoladą lub lampką wina albo wyściskanie ludzi całego świata, mam nadzieję, że docenicie dzielenie się z Wami tymi prawdziwymi informacjami.


Stay tuned jak to mówią influencerzy! Niedługo kolejny wpis. Pozytywny :)


P.S. Nie opisałam brudu, który niestety jest w wielu miejscach obecny, zwłaszcza w miastach w pobliżu rzek. Oszczędziłąm tych atrakcji. Tragarz na pierwszym zdjęciu jest jednak prowokacyjnie. Jedynie czego tu nie lubię, to faktu, że wielu z nich dźwiga za wiele, nie, że wykonują tą pracę. Często to dla nich jedyne i wartościowe źróło zarobku, z którym, o ile noszą w sensownych normach - nie mają problemu.

Znajdź swoją
Własną
drogę

Newsletter

Należymy do:

  • w Katmandu
  • i
  • w Katmandu
  • i